Uncategorized

Go with the flow… Idź z prądem

ocean spray--Rebecca Górzyńska--Delphina Rose
Yes, this could be a stock photo of any generic water anywhere, but it’s not. It’s water from BETHANY BEACH!!! dun dun dun… No tak, może to wygląda jak zwyczajne zdjęcie zwyczajnej wody gdziekolwiek, ale nim nie jest. To woda z BETHANY BEACH!!! (plaża w Delaware w Stanach Zjednoczonych)

Every July, my family (and most of my aunts and uncles and cousins too) goes to Bethany Beach for a week. Driving from northern Virginia, we pass through flat Maryland cornfields, over the Bay Bridge (which stretches to infinity… and beyond!), and down into Delaware. It only takes 3-5 hours, but as a kid, 3-5 hours was forever. After all those cornfields, finally cruising past the beach houses towards the Totem Pole was so exciting! (According to my sources, this iconic monument has been “blessed in traditional fashion with song, prayer, and tobacco.”)

Każdego lata, moja rodzina (i też większość moich ciotek i wujków i kuzynów) jedzie do Bethany Beach na tydzień. Jadąc z północnej Wirginii, jedziemy przez płaskie pola kukurydzy Marylandu, przez most Chesapeake Bay (który rozciąga się do końca świata… i jeszcze dalej!) i do Delaware. Podróż trwa tylko 3-5 godzin, ale w dzieciństwie, 3-5 godzin trwało wiecznie. Po tych polach kukurydzy, w końcu widok domów plażowych i Totemu był bardzo ekscytujący! (Według moich źródeł, ten charakterystyczny pomnik został “pobłogosławiony w tradycyjny sposób, pieśniami, modlitwą i tytoniem.”)

When I was a little kid we stayed in a yellow beach house across from the fire station. It has mysteriously disappeared, which is sad–it had very nice seashell lamps–and since then we’ve stayed in various other houses (one even had a spiral staircase!). Most recently we’ve been luxuriating in my dad’s private mobile beach palace.

Kiedy byłam mała, byliśmy w żółtym domu plażowym naprzeciwko remizy. Zniknął tajemniczo, co jest smutne–miał bardzo ładne muszelkowe lampy–i od tego czasu wynajmowaliśmy różne inne domy (jeden nawet miał spiralne schody!). Ostatnim razem, spędziliśmy luksusowe wakacje w własnym mobilnym pałacu plażowym.

Delphina Rose
My sister and I, sleeping in the mobile beach palace… Ja i moja siostra, śpiące w ruchowym pałacu plażowym.
Delphina Rose
A boy some of you may know sleeping in the mobile beach palace… Chłopczyk, którego niektórzy z Was mogą znać, śpi w ruchomym pałacu plażowym.

The ocean here is not the vibrant cerulean of the Caribbean–it’s more like greenish-bluish-grey. The waves are not big enough for surfing, but still big enough to clobber unsuspecting boys and girls. I don’t have any photographic proof of anyone getting clobbered, so here are some photos of kids making funny faces.

Tutaj ocean nie ma takiego koloru jak na Morzu Karaibskim–jest raczej zielonkawo-niebieskawo-szary. Fala nie są tak duże, by można na nich surfować, ale są wystarczająco duże, aby pochłonąć nieświadomych chłopców i dziewczynki. Nie mam dowodu fotagraficznego obrazującego takie incydenty, ale mam za to zdjęcia dzieci robiących śmieszne miny.

Delphina Rose

Delphina Rose

Delphina Rose

Clobbered, yet unconquered--Rebecca Górzyńska--Delphina Rose
You puny waves can’t clobber me! Wy mizerne falki mnie nie zniszczycie!

We head down to the beach in the late morning, and find the family encampment. We sit and read, play Catchphrase, eat DB’s fries and chicken (if we’re lucky) or soggy lunchbox sandwiches (if we’re luckier), and swim/get clobbered by the ocean. There are sometimes dolphins, occasionally jellyfish, and always sandcrabs–those most repulsive, revolting, odious creatures. (No pictures of them. No one needs nightmares.)

Udajemy się na plażę późnym porankiem, i znajdujemy plażowe obozowisko rodzinne. Siedzimy i czytamy, gramy w Catchphrase, jemy grube frytki i smażonego kurczaka (jeśli mamy szczęście) albo rozmokłe kanapki z lunchbox-u (jeśli mamy więcej szczęścia), i pływamy/zostajemy pochłonięci przez ocean. Czasami widać delfinki, niekiedy meduzy, a zawsze kraby piasku–odpychające, odrażające, ohydne kreatury. (Nie daję żadnych zdjęć. Nikt nie potrebuje koszmarów.)

I’ve gone almost every year since I was born. Sadly, this year I am not with them. Vicariously sharing in the beachy spirit from afar, sitting at my kitchen table in the middle of Poland, I drew this little mermaid in honor of family and the beach.

Jeździliśmy tam prawie co roku–od kiedy pamiętam. Niestety, w tym roku nie jestem z nimi. Ale mimo to jestem tam duchem, dlatego siedząc przy moim stołem w samym środku Polski, narysowałam tą małą syrenkę–na cześć rodziny i plaży.

go with the flow--Rebecca Górzyńska--Delphina Rose
(Click to enlarge) (kliknij, aby powiększyć)

detail from go with the flow--Rebecca Górzyńska--Delphina Rose

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s